piątek, 4 sierpnia 2017

Europa nie dla polskich klubów?

Wczoraj przygodę z europejskimi pucharami zakończyły zespoły Lecha Poznań i Arki Gdynia. Wcześniej, już w drugiej rundzie eliminacji poległa Jagiellonia. W czwartej rundzie kwalifikacji do Ligi Europejskiej polską ligę reprezentować będzie tylko Legia Warszawa, która nie przeszła 3 rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Polscy kibice, uważani często w Europie za fantastycznych, w takim momencie zadają sobie pytanie:

Dlaczego znowu leją nas Kazachowie, Azerowie  czy Duńczycy? 


Wielu obserwatorów polskiego futbolu będzie wskazywała na indywidualne błędy popełnione przez zawodników, może skrytykuje trenerów za niewłaściwe decyzje, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że polskie kluby ciągle nie potrafią podnieść potencjału swoich kadr. Jak to wygląda w liczbach?

Legia Warszawa - FK Astana.


Mistrzowie Polski w zeszłym sezonie po dwóch dekadach przebili się do fazy grupowej Ligi Mistrzów i zainkasowali rekordowe przychody z tytułu gry w Europie. Zdobyli także Mistrzostwo Polski i maksymalne ligowe premie związane z tytułem.

Mimo tak dobrego sezonu wartość kadry Mistrzów Polski wyceniana jest na około zaledwie 28 milionów Euro, przy średniej wartości zawodnika niespełna 900 tysięcy Euro:

Wyceny kadr zespołów pochodzą z portalu transfermartk.pl

Nie jest zatem sensacją, że Legia odpadła w rywalizacji z FK Astana. Rywale z Kazachstanu dysponują kadrą o średniej wartości zawodnika 721 tysięcy Euro.


Porażka Mistrzów Polski jest niemiłą niespodzianką, ale nie jest w tym kontekście sensacją. Najważniejsze jest pytanie jak to możliwe, że Legia nie wykorzystała tak dobrego finansowo poprzedniego sezonu, żeby podnieść wartość swojej kadry na poziom gwarantujący utrzymanie Ligi Mistrzów?
Szkoda. Wygrana 1:0 w Warszawie nie wystarczyła do awansu po wyjazdowej porażce 1:3. Warszawski klub miał wyjątkową okazję wznieść się na finansowy pułap niedostępny bez wpływów z Ligi Mistrzów dla żadnego polskiego klubu od wielu lat. Niestety na własne życzenie Legia Warszawa utraciła właśnie w środę tą szansę. Skąd wziąć teraz kasę na walkę o kolejny sezon Ligi Mistrzów? Jak uzyskać stabilizację budżetu na poziomie z poprzedniego sezonu? Nie wiadomo. Legia zmarnowałą ten ważny moment.



Lech Poznań - Utrecht. 


Lech był bliski wyeliminowania wyżej notowanych rywali z Holandii. Potrafił bezbramkowo zremisować na wyjeździe wykorzystując fakt, że rywale byli we wczesnej fazie przygotowań do sezonu bez świeżości i bez pomysłu na grę. Kolejorz w pierwszym spotkaniu był bliższy wygrania tego meczu. Zabrakło jednak skuteczności, a wczoraj Utrecht wyglądał już zdecydowanie lepiej.

Kadra Lecha jest wyceniana na ~ 15 milionów Euro, przy średniej wartośći zawodnika ~ 500 tys Euro. Przy 27 minonach Euro i około dwukrotnie wyższej średniej wartości zawodnika Utrechtu to goście byli zdecydowanym faworytem dwumeczu.



I tutaj znowu nasuwa się pytanie dlaczego klub z Poznania, sporej metropolii ze swoimi ambicjami, nie jest w stanie podnieść potencjału swojej kadry do poziomu gwarantującego skuteczą rywalizację w Europie? Ten potencjał powinien być przynajmniej dwukrotnie wyższy. Lech dysponuje sporym stadionem i publicznością na poziomie średnio prawie 20 tysięcy widzów na mecz. Utrecht ma średnią widzów na poziomie 18,2 tysiaca widzów, więc mniejszą niż Lech. Finansowa przepaść między klubami bierze się głównie z różnicy we wpływach z praw do transmisji telewizyjnych pomiędzy Lotto Ekstraklasą a holenderską Eredivisie mającą prawie dwukrotnie wyższą średnią widownię.

źródło: http://www.european-football-statistics.co.uk/attn.htm


Kadry polskich klubów są co roku osłabiane, często właśnie w momencie, kiedy muszą rywalizować w Europejskich pucharach. Lech niedawno chwalił się skuteczności na rynku transferowym. Ale to jest pyrrusowe zwyciętwo jeżeli zyskuje się trochę gotówki w okienku transferowym, a traci grubą kasę odpadając z pucharów. Przy okazji klub traci na wizerunku i prestiżu, bo to jest każdorazowo ogromne upokorzenie dla kibiców gdy kolejny raz uświadamiają sobie, że polityka transferowa ich klubów stawia ich ciągle w roli chłopców do bicia. Czy to się kiedyś  w Polsce zmieni? Wydawać by się mogło, że publika na poziomie 20 tysięcy kibiców do czegoś już zobowiązuje, ale najwyraźniej ciągle ważniejsze jest chęć pochwalenia się sprzedażą jakiegoś zawodnika za kilka milionów Euro niż zbudowanie zespołu będącego powodem do dumy dla kibiców.

Problem polega na tym, że sprzedawanych zawodników polskie kluby nie są w stanie w lecie zastąpić zawodnikami o podobnym potencjale. Dlaczego decydują się na takie operacje właśnie w lecie?

Lech Poznań wygenerował ze sprzedaży Bednarka, Kownackiego i Kędziory dodatni bilans okienka transferowego na poziomie 11,5 miilona Euro. Brawo. Można jednak zapytać, czy ambicje największych polskich klubów ograniczają się do dostarczenia kilku perpektywicznych zawodników do silniejszych lig przy jednoczesnym zbieraniu batów w pucharach europejskich?
Takie minimalistyczne podejście polskich klubów poważnie ogranicza im możliwości wejścia na europejski poziom? Może warto zastanowić się, czy takiej wyprzedaży nie warto urządzać w zimie, żeby w lecie na puchary mieć stabilną, zgraną,  dobrze przygotowaną kadrę?

Arka Gdynia - Midtjylland



Arka nie była faworytem tego dwumeczu. Punkty dla Polski w klubowym rankingu jakie zdobyła na rywalach z Danii są miłym zaskoczeniem. Prowadzenie w rewanżu spowodowało, że sensacja naprawdę wisiała na włosku. Arka z podniesioną głową mogła wracać do Gdyni, ale mimo to potwiedziła, że kluby z polskiej ligi nie radzą sobie w Europie.


Potencjał kadrowy Arki Gdynia wyceniany jest przez transfermarkt na około 40% potencjału ich rywali z Danii. Zespół Midtjylland ma kadrę wycenianą na poziomie zbliżonym do Lecha Poznań i w dwumeczu zdołał potwierdzić wyższość nad waleczą Arką. 

 Jagiellonia - FK Gabala.

Jagiellonia przed pucharową przygodą w lecie 2017 roku została pozbawiona swojego asa - Kontantina Vassiljeva, jednego z najbardziej wartościowych graczy całej ligi. Nie odszedł do bogatej zachodniej ligi, tylko do Piasta Gliwice, który wiosnę kończył w grupie spadkowej Lotto Ekstraklasy. Jak można zrozumieć ludzi kierujących polskimi klubami? Ja nie potrafię. Vassiljev bardzo by się przydał Piastowi rok wcześniej, gdy ten reprezentował Polskę w pucharach, ale akurat wtedy Piast się osłabiał, a nie wzmacniał. Absurd goni tu absurd, a polscy kibice w pucharach przeżywają regularnie traumę. Jagiellonia z całkiem dobrą publiką na poziomie 13,5 tysiąca widzów odpadła z zespołem z Azerbejdżanu o podobnym potencjale kadrowym. Po obiecującym remisie 1:1 na wyjeździe Jaga na swoim obiekcie przegrała 0:2. Decydujący gol dla gości padł w 89 minucie rewanżu.


Jaga w końcówce meczu rewanżowego straciła szansę na doprowadzenie do dogrywki.
Arka w końcówce nie zdołała utrzymać korzystnego remisu, a Lech w końcówce nie potrafił wygrać z Utrechtem, grającym w "dziesiątkę". Przypadek ? Coś sprzysięgło się przeciwko polskim klubom grającym w puchrach? Nie. Zabrakło potencjału. Ten potencjał trzeba wznacniać budując szeroką i zgraną kadrę na puchary. Te "przypadki" działają najczęściej na korzyść mocniejszych. Polskie kluby w europejskich pucharach dopiero eksperymentują ze składem. Efekty są podobne co roku. Niestety.

Wartość polskiej klubowej piłki ponownie została negatywnie zweryfikowana w Europie. Nawet  ewentualny awans Legii Warszawa do grupowych rozgrywek Ligi Europy nie zmieni tej oceny w znaczący sposób. Legia przegrała w tym sezonie największą szansę. To będzie kolejny przegrany sezon w europejskich pucharach, który obniża niestety prestiż całej polskiej Ekstraklasy. Tym razem wstydem podzielą się działacze Lecha, Jagielloni i Arki i Legii. 

Pucharowy blamaż ciągle jest naszą polską specjalnością. Od wielu już lat. Nowoczesne, ładne stadiony same tego nie zmienią.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza