Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legia Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legia Warszawa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2019

Ile kosztuje wstyd polskiego kibica?

Kłamstwo fundamentalne:  "Zwycięzców się nie sądzi". Nasi  zwycięzcy co roku osądzani są w pucharach. Za mało mówi się o jakości a za dużo o wynikach.Wygranie polskiej Ekstraklasy okazuje się niewiele wartym osiągnięciem w skali europejskiej piłki.

Młodzi chłopcy w naszych klubach od małego boją się popełniania błędów, uczeni są grania "na alibi". Nie są gotowi na podejmowanie ryzyka, gry jeden na jeden. Już na poziomie dzieciaków biegających za piłką wpajamy im do głowy fundamentalne kłamstwo, że "zwycięzców się nie sądzi". Wielokrotnie powinni ze wstydu się spalić, bo nie pokazali w wygranym meczu niczego ciekawego, ale klepie się ich po plecach "bo wygrali". W ostatnich latach można odnieść wrażenie, że nowe pokolenie młodych polskich piłkarzy jest kształtowane jakby lepiej, ale wyniki polskich klubów w europie ciągle stanowią kubeł zimnej wody na głowy rozmarzonych kibiców znad Wisły. Efektem takiego sposobu szkolenia jest coroczny blamaż naszych zespołów w Europejskich pucharach, gdzie trzeba pokazać większe umiejętności. Kiedy to się skończy? Przecież w polskiej ligowej piłce pojawiają się z roku na rok coraz większe pieniądze. Kiedy wreszcie siła naszych "pucharowych" zespołów okaże się wystarczająca przynajmniej na poziom grupowych rozgrywek Ligi Europy?



Ile kosztuje wstyd kibica?

Tegoroczny przypadek Piasta jest kuriozalny. Zespół z Gliwic sprzedał Joela Valencię, swojego kluczowego pomocnika przed rewanżowym meczem II rundy eliminacyjnej Ligi Europy za 2 miliony  Euro. Czy to jest wystarczająca cena za wstyd kibiców Mistrza Polski i całej rzeszy kibiców z innych części kraju ściskających kciuki za awans "naszych"?

2 miliony Euro to w skali budżetu Piasta duża kwota, jednak trzeba spojrzeć na to szerzej. W LE do zarobienia są konkretne pieniądze za awans do każdej kolejnej rundy rozgrywek.

Premie UEFA za udział w eliminacjach Ligi Europy 2019/2020


  •     runda wstępna - 220 tysięcy euro
  •     I runda - 240 tysięcy euro
  •     II runda - 260 tysięcy euro
  •     III runda - 280 tysięcy euro
  •     Play-off - 300 tysięcy euro (tylko dla wyeliminowanego) 
  •     Awans do fazy grupowej LE to 2,92 mln Euro
  •     każde zwycięstwo w tejże grupie jest premia 580 tys Euro , za remis 190 tys Euro.

W silnych europejskich ligach awans do fazy grupowej uznawany jest za cel minimum, który daje zastrzyk do budżetu na poziomie nawet 10 mln Euro. Kwoty podane wyżej stanowią jedynie premie z UEFA, do tego dochodzą jeszcze wpływy z praw do transmisji telewizyjnych czy wpływy z dnia meczowego. Taki zastrzyk finansowy pozwala klubom na funkcjonowanie na wyższym poziomie organizacyjnym, wzmacnia całą ligę. Piast Gliwice pozbawił się tych wpływów na własne życzenie.



Trudno powiedzieć ile mógłby zarobić nie sprzedając Joela Valencii pod koniec lipca. Wygrywanie kolejnych spotkań w pucharach przekłada się przecież także na wzrost wartości innych zawodników z zespołu, którzy maczają w tym sukcesie palce. Każdy dobry ich występ w europie jest bacznie śledzony przez managerów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że decyzja Piasta podcięła skrzydła zespołowi, który w spotkaniach eliminacyjnych LE prezentował się przecież bardzo solidnie. Do awansu do III rundy zabrakło naprawdę niewiele. Trochę doświadczenia, przytrzymania piłki, uspokojenia rytmu gry przy korzystnym wyniku 1:1 w Rydze. To właśnie te umiejętności posiada Joel Valencia.

Ile Piast mógłby zyskać zatrzymując Joela jeszcze przez kilka tygodni? Trudno to określić, tego się nie dowiemy nigdy. Na pewno jednak sprzedaż tak ważnego zawodnika w takim momencie rzutuje negatywnie na wizerunek klubu. Pokazuje, że Piast nie ma ambicji godnego zaprezentowania naszej ligowej piłki w Europie. Piast sprzedał swój wizerunek za 2 miliony eurosrebrników.

Ten transfer był dopiero siódmym z kolei transferem gotówkowym w tym sezonie 2-ligowego angielskiego FC Brentford pod względem kwoty odstępnego. Joel Valencia nie zasiadł nawet na ławce rezerwowych w pierwszej kolejce Championship. Czy naprawdę nie dało się zatrzymać tego pomocnika w Gliwicach nawet tydzień dłużej? Ta sytuacja pokazuje w jakim miejscu jest polska ligowa piłka. Dla porównania można dodać, że najdroższym gotówkowym nabytkiem Mistrza Polski było zapłacenie latem 125 tysięcy Euro za Sebastiana Milewskiego, pozyskanego z Zagłębia Sosnowiec, spadkowicza z Ekstraklasy.

letnie nabytki Brentford - lato 2019, Chamionship

Legia, która ma największe możliwości finansowe w Polsce najdroższego zawodnika nabyła latem za 800 tysięcy Euro. Można osiągać sukcesy bez spektakularnych zakupów, świetnie szkoląc młodzież, ale reszta świat również świetnie szkoli młodzież, a oprócz tego kupuje. Jaka jest szansa na prawdziwe sukcesy w Europie, gdy się praktycznie nie kupuje?



Wracając do Piasta, trudno mieć pretensje do trenera Fornalika. Zespół we wszystkich 4 spotkaniach pucharowych wyglądał długimi fragmentami dobrze. Mocy brakowało w końcówkach spotkań. Piast nie dał sobie rady z graniem co 3 dni. Być może także w obszarze przygotowania motorycznego jest gdzieś niewykorzystany przez nas potencjał. Być może nasi pucharowi rywale, mimo niższych budżetów i niższych wartości kadr zawodniczych, lepiej potrafią przygotować się fizycznie do pucharowej rywalizacji. Piast stosował rotację części składu, oszczędzając zawodników w lidze, ale w obu rodzajach rozgrywek w końcówkach spotkań miał widoczne fizyczne problemy.


Trudno mieć pretensje do Lechii za wyjazdową porażkę z Broendby. Zespół z Gdańska mierzył się z rywalem posiadającym kadrę zawodników o znacznie większej wartości i nie był faworytem tego dwumeczu. Mimo to na ciężkim terenie rywala doprowadził do dogrywki. Lechia miała w tym sezonie pecha w losowaniu. Gdyby grała w pucharach regularnie i była rozstawiona w losowaniu, to w obecnym sezonie naprawdę mogła pokazać się z dobrej strony. Ja występ Lechii oceniam pozytywnie, mimo porażki.

Cracovia rywalizowała z Dunajską Stredą, zespołem o nieco mniejszej finansowej wartości i była faworytem dwumeczu. Problemem Pasów była skuteczność, bo gra nie wyglądała źle. Akcje krakowian mógłby wykańczać Airam Lopez Cabrera, ale niestety wrócił z wypożyczenia do Extremadura , zespołu LaLiga 2. Tutaj  także trudno oprzeć się wrażeniu, że sukces Cracovii jest bardziej dziełem przypadku niż konsekwentnie realizowanym planem, no bo kto rozsądny planuje budowanie klubu na wypożyczonych zawodnikach i w konsekwencji blamaż w europejskich pucharach gdy za kilka miesięcy wracają oni z wypożyczenia do macierzystych klubów? Nasuwa się też pytanie jak słaba jest Ekstraklasa, skoro zawodnicy z niższych lig hiszpańskich, nie mieszczący się w kadrach swoich macierzystych klubów stają się gwiazdami w Polsce.


Legia jeszcze gra w pucharach, ale jedynym pozytywem jak na razie jest awans do III rundy eliminacyjnej. Gra pozostawia wiele do życzenia, a raczej budzi grozę wśród najbardziej optymistycznie nastawionych kibiców. Jak może Legia z Warszawy, 2-milionowej stolicy 38-milionowego dumnego kraju remisować na Gibraltarze drżąc o wynik w końcówce spotkania?

To wszystko składa się, jak prawie co roku, na obraz pokazujący jak słaba jest nasza ligowa piłka.
Ranking klubowy UEFA jest bezlitosny.




Polska w ostatniej pięciolatce plasuje się na 25 miejscu w Europie. Jeszcze kilka lat temu nasza pozycja była wyższa o kilka oczek. Tracimy dystans do Szwajcarii, Cypru czy Białorusi. Po obecnym sezonie prawdopodobnie spadniemy jeszcze niżej.

40% więcej kasy dla polskich klubów.


A przecież w polskiej ligowej piłce pojawiają się coraz większe pieniądze. Począwszy od sezonu 19/20 kwota ze sprzedaży praw transmisyjnych dzielona pomiędzy 16 klubów Ekstraklasy wzrośnie o około 40%, ze 160 milionów do 225 milionów złotych. To poważny przyrost. Wzrosnąć ma także do 14 % pula z tej kwoty, która będzie rozdysponowana pomiędzy zespoły grające w europejskich pucharach. To 31,5 miliona złotych do podziału pomiędzy czterech pucharowiczów. W sezonie 2017/2018 to było analogicznie 8,5% z kwoty 150,5 miliona złotych, czyli 12,8 miliona dla 4 pucharowiczów. Czy zwiększone przychody pucharowiczów zdołają zapobiec takim decyzjom jak sprzedaż Joela Valencii przez Piasta przez rewanżem z Ryga FC? Czepiam się Piasta, ale właśnie ta decyzja położyła się głębokim cieniem na wizerunku całej naszej ligi. Piast to przecież obecny Mistrz Polski. Odpadnięcie Mistrza Polski w II rundzie eliminacji do LE to nie jest sprawa tylko Piasta. To jest policzek dla całej piłkarskiej Polski.

Czy wspomniany wyżej poważny zastrzyk gotówki przełoży się wreszcie na sukcesy polskich zespołów w pucharach? Oby tak się stało. Aby pucharowicze byli silni latem, prace nad budową swoich zespołów muszą zacząć dużo wcześniej. Czy za rok uda się wreszcie przełamać naszą pucharową indolencję? Czy nasze kluby odkryją wreszcie sposób przygotowania zespołu do rozgrywek pucharowych, który zaowocuje sukcesami?

Sporo zależy od tego czy w gronie pucharowiczów za rok znajdą się zespoły z ambicjami, które będą w stanie mądrze zainwestować w swoje zespoły i pomnożyć te pieniądze w rozgrywkach europejskich. W tym sezonie poza tym gronem znalazł się poznański Lech. Nieudany sezon Kolejorz postanowił wykorzystać na rozwinięcie karier i ogranie kilku swoich młodych wilków. Teraz zbiera pozytywne recenzje i punktuje. Ciekawe, czy zdoła sprzedać za grube pieniądze tych chłopaków za rok po dobrej rundzie w Lidze Europy , czy też odda ich za drobne zanim nabiorą prawdziwej wartości? Trudno mi zrozumieć ludzi zarządzających największymi obecnie klubami w Polsce. Działają tak, jak gdyby celem funkcjonowania tych klubów było przetrwanie , a kibice czekają na sukcesy na międzynarodowej arenie, będące powodem do dumy.

8 miejsce w Europie dla Polski, na razie w wysokości wpływów z praw transmisyjnych. 25 miejsce w rankingu UEFA.



Wspomniane 225 milionów złotych rocznie dla klubów polskiej Ekstraklasy pozwoliło awansować naszej federacji z 11 na 8 miejsce w Europie pod względem wysokości sprzedaży praw telewizyjnych. Jak racjonalnie wytłumaczyć, że tak duże pieniądze zasilające polską Ekstraklasę mają przełożenie na dopiero 25 miejsce w Europejskim pucharowym rankingu?

Najprostszym wytłumaczeniem tego zjawiska jest brak umiejętności racjonalnej oceny wartości piłkarzy, z którymi kluby podpisują kontrakty. Fakty są takie, że w innych krajach za mniejsze pieniądze buduje się zespoły, które są w stanie pokonać naszych. Być może właśnie to jest kluczowy brak umiejętności zarządzania naszymi klubami.

Druga najbardziej oczywista przyczyna jest taka, że sztaby trenerskie nie potrafią przygotować zespołów do rywalizacji na europejskim poziomie w lipcu i sierpniu. Są teoretycznie słabsze federacje, które grają w systemie wiosna - jesień i problem wejścia w nowy sezon mają z głowy w marcu czy kwietniu. W czerwcu i lipcu są dawno w gazie.

Szkoda, że u nas nie rozważa się przejścia na system wiosna-jesień. Oczywiście, że byłaby to prawdziwa rewolucja. System jesień-wiosna kojarzy nam się z najbogatszymi ligami na świecie. Tak gra Anglia, Hiszpania, Włochy, Niemcy. To nam na pewno w naturalny sposób imponuje.

Z drugiej strony systemem wiosna-jesień grają federacje, które lepiej radzą sobie od nas w pucharach: Białoruś, Szwecja czy nawet ostatnio Norwegia. Może warto zastanowić się dlaczego? W krajach północnej części Europy warunki klimatyczne powodują, że zimowa przerwa w rozgrywkach jest dłuższa niż letnia. U nas także przerwa pomiędzy sezonami jest krótsza niż  przerwa zimowa. To nie jest naturalny rytm rozgrywek. W Polsce liga mogłaby grać praktycznie przez całe lato. Żeby uniknąć upałów można grać wieczorami. Skoro w eliminacjach europejskich rozgrywek gra się w 30 stopniowych upałach w Kazachstanie czy Azerbejdżanie, to na pewno z powodzeniem mogłaby grać latem ligi w Polsce.


Na system jesień-wiosna Polska przeszła dopiero w 1962 roku. Wcześniej rozgrywki odbywały się właśnie w systemie wiosna-jesień. Myślę, że ciągle warto sobie zadawać pytanie jak podnieść poziom polskiej piłki. Dopiero sukcesy polskich klubów w Europie nadadzą naszej ligowej rywalizacji odpowiednią rangę. Za rok przekonamy się czy zwiększone budżety polskich klubów występujących w pucharach przełożą się na ich realną siłę, udokumentowaną sukcesami. Na razie polska piłka funkcjonuje dzięki fanatycznemu przywiązaniu milionów kibiców, a nie dzięki wysokiej piłkarskiej  jakości tego produktu. Gdy poziom wzrośnie kolejne tysiące kibiców pojawią się na trybunach. Potencjał jest ciągle słabo wykorzystany.



W 2019 roku pozostała na placu boju w III rundzie eliminacji już tylko warszawska Legia. Powodzenia.

czytaj też:

Czy da się ograć buka przy 12%-owym podatku obrotowym?

więcej o pieniądzach w piłce i ligowej frekwencji:

Polacy kochają piłkę. Bez wzajemności.
 

środa, 25 lipca 2018

Będzie #eurokopmpromitacja?

II runda eliminacyjna LE i LM (24 lipca - 2 sierpnia) 

Wartości kadr według Transfermarkt.
 

0 - Legia Warszawa - 33 mln Euro
2 - Spartak Trnava - 6,65 mln Euro - (Słowacja)
rewanż:
0 - Spartak Trnava - awans Spartak
1 - Legia Warszawa -


0 - Górnik Zabrze  - 8,33 mln Euro
1 - AS Trencin - 5,38 mln Euro - (Słowacja)
rewanż
4 - AS Trencin - awans Trencin
1 - Górnik Zabrze


1 - Szachtior Soligorsk - 9,35 mln Euro - (Białoruś)
1 - Lech Poznań - 21,5 mln Euro
rewanż
1 - Lech Poznań  - awans Lecha po dogrywce
1 - Szachtior Soligorsk

1 - Jagiellonia - 13,9 mln Euro
0 - Rio Ave - 15,5 mln Euro - (Portugalia)
rewanż
4 - Rio Ave
4 - Jagiellonia - awans Jagiellonia
czytaj też: :

Jaka moc Legii na starcie nowego sezonu?

Wróżenie z liczb, czyli jakiego Lecha zobaczymy w nowym sezonie? Transferowe +/-

Czterokrotny wzrost Górnika w ciągu 12 miesięcy. W Zabrzu nie boją się nikogo.

Rio Ave, rywal Jagiellonii Białystok to zespół wyceniany na 15,5 miliona Euro. Pod koniec lipca zaczyna się więc granie na poważnie w Europejskich Pucharach.


Edit. Szczęśliwie zakończył się pucharowy czwartek 2 sierpnia 2018. Lech potrzebował niestety dogrywki aby pokonać rywali z Białorusi. Skończyło się na strachu.
Jagiellonia sprawiła miłą niespodziankę. Wyjazdowy mecz w Portugalii Jaga rozpoczęła szybkim golem, który powodował, że nawet przy stanie 2:1 gospodarze ciągle byli na musiku. Skończyło się na hokejowym wyniku 4:4, ale co warte podkreślenia polski zespół nawet na chwilę nie wypuścił z ręki losów awansu.

Lecha i Jagiellonię czekają w III rundzie LE starcia z belgijskimi zespołami o kadrze wycenianej na ponad 60 milionów Euro. Trnava awansowała kosztem kilkakrotnie droższej Legii, co pokazuje, że w piłce wszystko jest możliwe. Kibiców czekają więc jeszcze w pierwszej połowie sierpnia obfite pucharowe emocje.

Na razie straciliśmy tylko Górnika, który przegrał wysoko na Słowacji 1:4. Być może dobrze się stało bo przy mocno osłabionej kadrze zabrzan starcie z Feyenordem mogłoby być naprawdę upokarzające. Być może w przekroju całego sezonu Górnik stworzy kolejny ciekawy zespół, ale ruszanie w sierpniu na podbój Europy z zespołem tak wątpliwej jakości to nie jest dobry plan. Szkoda, że Rafał Kurzawa, który i tak nie podpisał jeszcze nowej umowy z żadnym klubem nie dogadał się jednak z Górnikiem. Na pewno jego obecność w składzie Górnika mogła przechylić losy rywalizacji z AS Trencin na naszą stronę. Szkoda. Bezrobotny Kurzawa, który wiele zawdzięcza Górnikowi patrzył sobie z boku jak jego koledzy dostają lanie od niżej notowanych rywali.  Przykry to finał pobytu Kurzawy w Górniku.

sobota, 14 lipca 2018

Czy Arka ma czym straszyć Legię? Transferowe +/-

Czego spodziewać się można po Arce Gdynia? 
Czy Arka latem została wzmocniona czy osłabiona?
Kto pociągnie w nowym sezonie Arkę do walki?
Jakie są największe osłabienia Arki?


Arka Gdynia meczem o Superpuchar z Legią Warszawa zainauguruje dzisiaj nowy sezon.



Gdynianie w poprzednim sezonie zakończyli rozgrywki z 43 punktami i to był najlepszy wynik od wielu lat. Warty podkreślenia jest fakt, że wiosną zdecydowanie obniżyli loty. Ligową jesień zakończyli na 6 lokacie z 31 punktami po 21 meczach (bilans 8-7-6 bramki 26-20). Wiosną było zdecydowanie gorzej, mimo że Arka wypadła z pierwszej ósemki i w grupie spadkowej miała relatywnie słabszych rywali.

W zimowym okienku transferowym nie stało się nic takiego, co by miało zwiastować wiosenne problemy Arki. Zespół nie stracił żadnego z najważniejszych ogniw. Coś więc nie zagrało w okresie przygotowawczym, skoro tak wielu zawodników obniżyło wiosną loty. Walka w Pucharze Polski, która doprowadziła Arkę do samego finału mogła kosztować zespół nieco sił, w kluczowych momentach, ale to nie wydaje się wystarczającym uzasadnieniem słabości.

Warto przyjrzeć się zawodnikom, którzy jesienią tworzyli Arkę zdobywającą prawie półtorej punktu na mecz, bo w tej grupie  skumulowane jest największy potencjał.

Michał Marcjanik - 20 spotkań jesienią, bilans 8-7-5. Właśnie
Pavels Steinbors - 21 (8-7-6);
Damian Zbozień - 20 (7-7-6);
Grzegorz Piesio - 20 (8-6-6);
Rafał Siemaszko - 20 (8-6-6);
Mateusz Szwoch - 17 (7-4-6 );
Frederick Helstrup - 14 (7-3-4);
Marcin Warcholak - 11 (4-3-4);
Michał Nalepa - 15 (6-6-3);


Na liście letnich transferów w 2017 roku w tej grupie jest tylko Grzegorz Piesio, który przeszedł do Arki z Górnika Łęczna. Reszta była wcześniej zawodnikami Arki, to pod okiem trenera Leszka Ojrzyńskiego osiągnęła taką formę. Piesio też wiosną 2016 nie grał za wiele, więc nie przechodził do Arki jako zawodnika "w gazie". Świetna praca tego zespołu ludzi w lecie dała dobre efekty jesienią.

Wiosną nowi zawodnicy nie dali spodziewanej jakości a wręcz przeciwnie. Z zimowych nabytków Arki wiosną najwięcej pograł pomocnik Andrij Bohdanow (bilans 2-3-8 1003 minuty na boisku) i Maciej Jankowski z Piasta Gliwice(bilans 3-06 711 minut). Reszta nabytków nie pograła za wiele.

Arka Gdynia , transfery lato 2018


W obecnym okienku transferowym ubytki  Arki przez portal transfermarkt.pl wyceniane są na około 2.6 milliona Euro, a nabytki na kwotę około 2.1 miliona Euro. Zatem bilans jest ujemny o około pół miliona Euro. W dodatku na liście ubytków znajdują się Szwoch, Warcholak (Wisła Płock), Marcjanik (Empoli), Grzegorz Piesio (GKS Katowice), którzy byli rdzeniem tej dobrej jesiennej Arki. Cztery ważne ogniwa to sporo.

Po stronie nabytków rzucają się w oczy Goran Cvijanović z Korony i Aleksander Kolev - wyróżniający się snajper Sandecji. Jest kilka ciekawych, perspektywicznych nazwisk, ale czy te ruchy kadrowe pozwolą utrzymać jesienią jakość Arki na poziomie z poprzedniego sezonu? Mam co do tego spore obawy. Sama skala zmian kadrowych jest duża, Po piersze trener Ojrzyński, twórca co by nie było największych sukcesów Arki w ostatnich latach nie pracuje już dla gdynian.
Po drugie poziom rotacji zawodników latem 2018 jest relatywnie duży (ubytki ~2,6 miliona Euro), a czasu na zgranie relatywnie mało. To właśnie kolektyw był siłą Arki poprzedniej jesieni. Ale wtedy poziom ubytków w kadrze był prawie o połowę mniejszy (ok 1.4 miliona Euro).

Arka Gdynia , transfery lato 2017

To co zrobiła latem Arka oceniam raczej negatywnie. Tak głęboka przebudowa zespołu rzadko udaje się nawet w zimie, gdy jest więcej czasu na zgranie zespołu. Wszystko zweryfikuje boisko. W każdym razie Arka Gdynia nie wysłała w okienku transferowym sygnału, że zamierza walczyć o jakieś wyższe cele niż o utrzymanie. Superpuchar to jeden mecz, wszystko się może zdarzyć. Liga moim zdaniem brutalnie zweryfikuje Arkę tej jesieni.



czytaj też: Jaka moc Legii na starcie nowego sezonu?

poniedziałek, 9 lipca 2018

Jaka moc Legii na starcie nowego sezonu?

Jak Legia Warszawa wykorzystała okienko transferowe? Jak można ocenić jakość zespołu, który będzie walczył 10 lipca w eliminacjach do Champions League z Cork City ?

Największym problemem jest czasowy brak Niezgody po zabiegu kardiologicznym, ale wśód wzmocnień widać ofensywnych zawodników, którzy od razu są w stanie wkomponować się w zespół.
Wydaje się, że Legia przystąpi do nowego sezonu bez strategicznych osłabień, w dodatku wzmocniona została kilkoma istotnymi ogniwami.

Transfery lato 2018 - Legia Warszawa  ,kolumny rank, czas, gole - tylko wiosna 2018




Listę wzmocnień zaczynają ofensywni zawodnicy Carlitos z Wisły Kraków (król strzelców poprzedniego sezonu) i Jose Kante z Wisły Płock, który wiosną strzelił tylko 2 gole mniej od Carlitosa. Jarosław Niezgoda po zabiegu kardiologicznym będzie wyłączony z treningów do mniej więcej połowy sierpnia, więc ważne, że w klubie pojawiają się bramkostrzelni zawodnicy.
W kontekście solidnych wzmocnień bloku obronnego należy traktować podpisanie umowy z Mateuszem Wieteską (warszawiak z Górnika Zabrze), jedną z objawień Ekstraklasy na pozycji środkowego obrońcy. Wieteska z powodzeniem może zagrać też na prawej stronie trzyosobowego bloku obronnego.
Rywalizację na prawym skrzydle Legii powinien wzmocnić Konrad Michalak, wypożyczony w zeszłym sezonie do Wisły Płock, gdzie ma za sobą bardzo dobrze przepracowane miesiące. Do Legii wraca także w wypożyczenia na Węgry Dominik Nagy.
Trudno w tej chwili ocenić czy realne szanse na grę w 1 zespole Legii mają Mateusz Żyro (wiosną Wigry), Radosław Majecki (wiosną Stal Mielec), Mateusz Hołownia (Ruch Chorzów), Hildeberto (Northampton - 4 liga w Anglii).

Ponad 6 milionów Euro na plusie. Prawie 12 tysięcy rankingowych punktów na plusie.


Wartość rynkową wzmocnień Legii portal transfermarkt wyliczył na około 7,2 miliona Euro. Po stronie ubytków jest Łukasz Broź i Mauricio wyceniani łącznie na 1,05 miliona Euro. Zatem 6,15 miliona Euro to dodatni bilans wartości transferowanych do tej pory zawodników. Nawet biorąc pod uwagę niedostępności Jarosława Niezgody w lipcu i sierpniu ciągle bilans wartości transferowanych latem zawodników jest ponad 2 miliony Euro na plusie.

Rankingi futbolwliczbach pokazują jeszcze większą dysproporcję na korzyść wzmocnień, mimo że są prezentowane wyżej tylko dla zawodników grających w Polsce. Podobnie ma się rzecz z czasem spędzonym wiosną na boisku przez zawodników zasilających Legię oraz z bramkami strzelanymi przez nowych Legionistów wiosną. Sporo jakości widać w statystykach nabytków Legii.
Jak by nie patrzeć zespół z Łazienkowskiej poważnie podchodzi do reprezentowania naszego kraju w eliminacjach do Champions League.
Legia na papierze posiada miażdżącą przewagę i powinna roznieść rywali z Irlandii. Najdroższy zawodnik Corke City - 36-letni Damien Delaney wyceniany jest na 1 milion Euro. Mistrz Polski zatrzymał na razie trzon mistrzowskiego zespołu i bez znaczących ubytków przystępuje do nowego sezonu. Przychodzący zawodnicy muszą udowodnić, że są lepsi, a nie zastępować bolesne ubytki na kluczowych pozycjach. To podejście rzadko obserwowane przez naszych "pucharowiczów" w ostatnich latach.

Sama Legia rok temu przespała okienko transferowe. Straciła dwa ważne ogniwa, których nie była w stanie w lipcu i sierpniu szybko uzupełnić. Odszedł Vadis  Odidja-Ofoe do Olympiakosu Pireus, a Miro Radović był wyłączony jesienią z gry z powodu kontuzji. Krzysztof Mączyński sprowadzony w tamtym okienku transferowym z Wisły Kraków i Jarosław Niezgoda ściągnięty z Ruchu Chorzów w przekroju całej rundy jesiennej pokazali sporo jakości, ale w lecie, gdy Legia walczyła o Ligę Mistrzów z FK Astana i o Ligę Europy z Sheriffem Tiraspol zespół nie był jeszcze na najwyższych obrotach, a nabytki potrzebowały czasu na wkomponowanie się w zespół. W momencie kiedy Legia rok temu przystępowała do eliminacyjnych bojów była osłabiona o prawie 9 milionów Euro. Straciła swoich 2 asów, a nowi jeszcze nie zdążyli stać się asami.  W obecnym sezonie wygląda to o niebo lepiej. W lecie nie ma rewolucji w Legii, a jedyny poważny ubytek wynika z losowej sytuacji zdrowotnej zawodnika.


Transfery lato 2017 - Legia Warszawa, kolumny rank, czas, gole - wiosna 2017, jesień 2018


Odpadnięcie Legii z rywalizacji w Europie było bolesne dla kibiców i brzemienne w skutkach dla finansów klubu. Zobaczymy jak Legia w najbliższych tygodniach sprosta wyzwaniu walki o miejsce w Europie. Będzie powodem do dumy czy wstydu? Legia przynajmniej do III rundy eliminacyjnej będzie rozstawiona. Czy wykorzysta sporą szansę na udział w europejskich rozgrywkach na poziomie grupowym?

czytaj też: Lech Poznań powinien mierzyć wyżej niż dobra zabawa na transferowej karuzeli.

piątek, 4 sierpnia 2017

Europa nie dla polskich klubów?

Wczoraj przygodę z europejskimi pucharami zakończyły zespoły Lecha Poznań i Arki Gdynia. Wcześniej, już w drugiej rundzie eliminacji poległa Jagiellonia. W czwartej rundzie kwalifikacji do Ligi Europejskiej polską ligę reprezentować będzie tylko Legia Warszawa, która nie przeszła 3 rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Polscy kibice, uważani często w Europie za fantastycznych, w takim momencie zadają sobie pytanie:

Dlaczego znowu leją nas Kazachowie, Azerowie  czy Duńczycy? 


Wielu obserwatorów polskiego futbolu będzie wskazywała na indywidualne błędy popełnione przez zawodników, może skrytykuje trenerów za niewłaściwe decyzje, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że polskie kluby ciągle nie potrafią podnieść potencjału swoich kadr. Jak to wygląda w liczbach?

Legia Warszawa - FK Astana.


Mistrzowie Polski w zeszłym sezonie po dwóch dekadach przebili się do fazy grupowej Ligi Mistrzów i zainkasowali rekordowe przychody z tytułu gry w Europie. Zdobyli także Mistrzostwo Polski i maksymalne ligowe premie związane z tytułem.

Mimo tak dobrego sezonu wartość kadry Mistrzów Polski wyceniana jest na około zaledwie 28 milionów Euro, przy średniej wartości zawodnika niespełna 900 tysięcy Euro:

Wyceny kadr zespołów pochodzą z portalu transfermartk.pl

Nie jest zatem sensacją, że Legia odpadła w rywalizacji z FK Astana. Rywale z Kazachstanu dysponują kadrą o średniej wartości zawodnika 721 tysięcy Euro.


Porażka Mistrzów Polski jest niemiłą niespodzianką, ale nie jest w tym kontekście sensacją. Najważniejsze jest pytanie jak to możliwe, że Legia nie wykorzystała tak dobrego finansowo poprzedniego sezonu, żeby podnieść wartość swojej kadry na poziom gwarantujący utrzymanie Ligi Mistrzów?
Szkoda. Wygrana 1:0 w Warszawie nie wystarczyła do awansu po wyjazdowej porażce 1:3. Warszawski klub miał wyjątkową okazję wznieść się na finansowy pułap niedostępny bez wpływów z Ligi Mistrzów dla żadnego polskiego klubu od wielu lat. Niestety na własne życzenie Legia Warszawa utraciła właśnie w środę tą szansę. Skąd wziąć teraz kasę na walkę o kolejny sezon Ligi Mistrzów? Jak uzyskać stabilizację budżetu na poziomie z poprzedniego sezonu? Nie wiadomo. Legia zmarnowałą ten ważny moment.



Lech Poznań - Utrecht. 


Lech był bliski wyeliminowania wyżej notowanych rywali z Holandii. Potrafił bezbramkowo zremisować na wyjeździe wykorzystując fakt, że rywale byli we wczesnej fazie przygotowań do sezonu bez świeżości i bez pomysłu na grę. Kolejorz w pierwszym spotkaniu był bliższy wygrania tego meczu. Zabrakło jednak skuteczności, a wczoraj Utrecht wyglądał już zdecydowanie lepiej.

Kadra Lecha jest wyceniana na ~ 15 milionów Euro, przy średniej wartośći zawodnika ~ 500 tys Euro. Przy 27 minonach Euro i około dwukrotnie wyższej średniej wartości zawodnika Utrechtu to goście byli zdecydowanym faworytem dwumeczu.



I tutaj znowu nasuwa się pytanie dlaczego klub z Poznania, sporej metropolii ze swoimi ambicjami, nie jest w stanie podnieść potencjału swojej kadry do poziomu gwarantującego skuteczą rywalizację w Europie? Ten potencjał powinien być przynajmniej dwukrotnie wyższy. Lech dysponuje sporym stadionem i publicznością na poziomie średnio prawie 20 tysięcy widzów na mecz. Utrecht ma średnią widzów na poziomie 18,2 tysiaca widzów, więc mniejszą niż Lech. Finansowa przepaść między klubami bierze się głównie z różnicy we wpływach z praw do transmisji telewizyjnych pomiędzy Lotto Ekstraklasą a holenderską Eredivisie mającą prawie dwukrotnie wyższą średnią widownię.

źródło: http://www.european-football-statistics.co.uk/attn.htm


Kadry polskich klubów są co roku osłabiane, często właśnie w momencie, kiedy muszą rywalizować w Europejskich pucharach. Lech niedawno chwalił się skuteczności na rynku transferowym. Ale to jest pyrrusowe zwyciętwo jeżeli zyskuje się trochę gotówki w okienku transferowym, a traci grubą kasę odpadając z pucharów. Przy okazji klub traci na wizerunku i prestiżu, bo to jest każdorazowo ogromne upokorzenie dla kibiców gdy kolejny raz uświadamiają sobie, że polityka transferowa ich klubów stawia ich ciągle w roli chłopców do bicia. Czy to się kiedyś  w Polsce zmieni? Wydawać by się mogło, że publika na poziomie 20 tysięcy kibiców do czegoś już zobowiązuje, ale najwyraźniej ciągle ważniejsze jest chęć pochwalenia się sprzedażą jakiegoś zawodnika za kilka milionów Euro niż zbudowanie zespołu będącego powodem do dumy dla kibiców.

Problem polega na tym, że sprzedawanych zawodników polskie kluby nie są w stanie w lecie zastąpić zawodnikami o podobnym potencjale. Dlaczego decydują się na takie operacje właśnie w lecie?

Lech Poznań wygenerował ze sprzedaży Bednarka, Kownackiego i Kędziory dodatni bilans okienka transferowego na poziomie 11,5 miilona Euro. Brawo. Można jednak zapytać, czy ambicje największych polskich klubów ograniczają się do dostarczenia kilku perpektywicznych zawodników do silniejszych lig przy jednoczesnym zbieraniu batów w pucharach europejskich?
Takie minimalistyczne podejście polskich klubów poważnie ogranicza im możliwości wejścia na europejski poziom? Może warto zastanowić się, czy takiej wyprzedaży nie warto urządzać w zimie, żeby w lecie na puchary mieć stabilną, zgraną,  dobrze przygotowaną kadrę?

Arka Gdynia - Midtjylland



Arka nie była faworytem tego dwumeczu. Punkty dla Polski w klubowym rankingu jakie zdobyła na rywalach z Danii są miłym zaskoczeniem. Prowadzenie w rewanżu spowodowało, że sensacja naprawdę wisiała na włosku. Arka z podniesioną głową mogła wracać do Gdyni, ale mimo to potwiedziła, że kluby z polskiej ligi nie radzą sobie w Europie.


Potencjał kadrowy Arki Gdynia wyceniany jest przez transfermarkt na około 40% potencjału ich rywali z Danii. Zespół Midtjylland ma kadrę wycenianą na poziomie zbliżonym do Lecha Poznań i w dwumeczu zdołał potwierdzić wyższość nad waleczą Arką. 

 Jagiellonia - FK Gabala.

Jagiellonia przed pucharową przygodą w lecie 2017 roku została pozbawiona swojego asa - Kontantina Vassiljeva, jednego z najbardziej wartościowych graczy całej ligi. Nie odszedł do bogatej zachodniej ligi, tylko do Piasta Gliwice, który wiosnę kończył w grupie spadkowej Lotto Ekstraklasy. Jak można zrozumieć ludzi kierujących polskimi klubami? Ja nie potrafię. Vassiljev bardzo by się przydał Piastowi rok wcześniej, gdy ten reprezentował Polskę w pucharach, ale akurat wtedy Piast się osłabiał, a nie wzmacniał. Absurd goni tu absurd, a polscy kibice w pucharach przeżywają regularnie traumę. Jagiellonia z całkiem dobrą publiką na poziomie 13,5 tysiąca widzów odpadła z zespołem z Azerbejdżanu o podobnym potencjale kadrowym. Po obiecującym remisie 1:1 na wyjeździe Jaga na swoim obiekcie przegrała 0:2. Decydujący gol dla gości padł w 89 minucie rewanżu.


Jaga w końcówce meczu rewanżowego straciła szansę na doprowadzenie do dogrywki.
Arka w końcówce nie zdołała utrzymać korzystnego remisu, a Lech w końcówce nie potrafił wygrać z Utrechtem, grającym w "dziesiątkę". Przypadek ? Coś sprzysięgło się przeciwko polskim klubom grającym w puchrach? Nie. Zabrakło potencjału. Ten potencjał trzeba wznacniać budując szeroką i zgraną kadrę na puchary. Te "przypadki" działają najczęściej na korzyść mocniejszych. Polskie kluby w europejskich pucharach dopiero eksperymentują ze składem. Efekty są podobne co roku. Niestety.

Wartość polskiej klubowej piłki ponownie została negatywnie zweryfikowana w Europie. Nawet  ewentualny awans Legii Warszawa do grupowych rozgrywek Ligi Europy nie zmieni tej oceny w znaczący sposób. Legia przegrała w tym sezonie największą szansę. To będzie kolejny przegrany sezon w europejskich pucharach, który obniża niestety prestiż całej polskiej Ekstraklasy. Tym razem wstydem podzielą się działacze Lecha, Jagielloni i Arki i Legii. 

Pucharowy blamaż ciągle jest naszą polską specjalnością. Od wielu już lat. Nowoczesne, ładne stadiony same tego nie zmienią.

niedziela, 21 maja 2017

Polowanie na remisy w III lidze. Yield +138%

Nie wiem czy patrzycie czasami na typy z III ligi. Algorytm ładnie trafił tą kolejkę typując remis wyjazdowy ŁKS-u za@4,25 oraz domowy rezerw Legii Warszawa za @5,4. 




Są perełki w niższych ligach. W strefie 50 w tej lidze jest bilans 2-10-3. Remis ŁKS-u w tej strefie wcale nie jest zatem taką sensacją. Aczkolwiek sporą niespodzianką jest, bo łodzianie mogli wykorzystać okazję na przeskoczenie w tabeli na pozycję lidera. Jeżeli Widzew jutro wygra, a jest to prawie pewne, to końcówka ligi będzie pasjonująca.

Całkiem możliwy scenariusz, to pokonanie przez Widzew lidera - Finiszparkietu Drwęcy Nowe miasto Lubawskie i w tym układzie awans Łódzkiego KS-u. 

Oprócz lidera jeszcze  obie łódzkie ekipy mają aspiracje na awans, więc walka o wygranie tej grupy zapowiada się twarda i do ostatniej kolejki.

Yield z singli w 30 kolejce II ligi gr I według typowań algorytmu wyniósł 138,88%. Myślę, że w centralnych ligach, a nawet za granicą trudno znaleźć tak dobrą kolejkę w typowaniach algorytmu. Wrzucam na pamiątkę na bloga. Co na blogu, to nie zginie :)

Pozdrawiam wszystkich fanatyków piłki, którzy tu zaglądacie.

wtorek, 18 października 2016

Legia w Madrycie, czyli "rzeź niewiniątek".

Dzisiaj odbyć się ma spotkanie Ligi Mistrzów Real Madryt - Legia Warszawa.

To trzecie spotkanie mistrzów polski w LM po wysokiej domowej porażce Legii z Borussią Dortmund i wyjazdowej 0:2 ze Sportingiem Lizbona. Faworytem meczu i jednym z faworytów całej edycji Champions League jest Real.



Przyzwyczailiśmy się już do tego, że hiszpańskie kluby dominują w Europie. Pokonują często w pucharach europejskich sztandarowe piłkarskie marki ze znacznie bogatszych krajów starego kontynentu. Jak do tego doszło,że Real Madryt czy Barcelona stały się przed wieloma laty prawdziwymi korporacjami z gigantycznymi budżetami?

Klimat.


Na pewno jedną z przyczyn jest kumulacja piłkarskich talentów w tym kraju oraz klimat sprzyjający graniu w piłkę na zielonej murawie przez praktycznie 12 miesięcy. W bogatych krajach w północnej części Europy najmocniejsze kluby posiadają podgrzewane boiska treningowe, kompleksy treningowe boisk ze sztuczną nawierzchnią i jakoś sobie radzą. Ale taka infrastruktura dostępna jest dla wąskiej grupy zawodników i młodzieży szkolonej w najlepszych klubach.

W Hiszpanii takie warunki mają za darmo setki tysięcy chłopaków w całej Hiszpanii, gdzie śnieg potrafi nie pojawić się w ogóle przez wiele lat. To jest czynnik natury klimatycznej. Ale przecież jest wiele krajów, które mają równie świetny klimat, a ich kluby nie osiągają zupełnie nic na arenie międzynarodowej.

W mojej ocenie za potęgą hiszpańskich klubów stoi połączenie dwóch czynników. Wspomnianego klimatu śródziemnomorskiego oraz gigantycznego zainteresowania futbolem w tym kraju.

Kibice = Potencjał


Nawet druga liga hiszpańska (Segunda Division) budzi większe zainteresowanie niż polska Ekstraklasa. Frekwencja u nas ma tendencję rosnącą, ale ciągle nie może przekroczyć 10 tysięcy widzów na mecz.
W Segunda Division w zeszłym sezonie 5 klubów miało średnią widownię powyżej 10 tysięcy widzów. Średnia całej ligi wynosiła około  7,6 tysiąca, ale gdyby policzyć średnią 16 najlepszych zespołów, tak jak u nas w Lotto Ekstraklasie, to Segunda Division miałaby średnią  widownie na poziomie prawie 9,4 tysiąca widzów.


średnie frekwencje na stadionach II ligi w Hiszpanii sezon 2015/2016.

Takiej średniej ciągle nie może osiągnąć nasza Ekstraklasa, mimo  posiadania większości nowoczesnych stadionów, mimo obecności w Ekstraklasie klubów z większości dużych polskich miast.

W hiszpańskiej La  Liga średnia frekwencja to 28 tysięcy widzów (Real Madryt około 70 tysięcy):





Na tym blogu kilkakrotnie pisałem o frekwencji w polskiej lidze, bo jej poziom uważam za wyznacznik potencjału, jaki mogą osiągnąć kiedyś nasze kluby. Niestety ciągle nie jest to poziom odpowiadający możliwościom kibicowskim 38-milionowego kraju z dobrą siatką dużych miast (powyżej 300-tysiecy mieszkańców) z dobrymi stadionami.

Telewizyjni kibice Realu.

Niestety, ciągle wielu polskich telewizyjnych kibiców nie ruszy się na stadion wspierać swoją lokalną drużynę, a zamiast tego kupuje koszulki i gadżety przysłowiowego Realu Madryt, Bayernu Monachium czy Manchesteru United, budując tym samym siłę tych zespołów.

Potrzeba jeszcze wiele czasu i wielu tysięcy nowych kibiców chodzących na stadiony w Polsce, zanim potencjał i siła naszych eksportowych zespołów wzrośnie.
Potrzeba też ambicji właścicieli polskich klubów, którzy  podejmą finansowe ryzyko wzmacniania klubów przed występami w pucharach europejskich.



Dzisiaj przyjazd mistrza polski na stadion Realu Madryt odpowiada piłkarsko wizycie zespołu  odpowiadającego poziomem zespołowi Segunda Division na  Santiago Bernabeu.  Sukcesem Legii będzie stracenie mniej niż 3 goli.

czytaj też:

Ile dzieli nas od Europy, czyli średnie frekwencje na stadionach w Polsce.


 W Hiszpanii piłka nożna jest powszechnie kochana. Dziewczyny z Hiszpanii jakie miałem okazję gościć w lecie potrafiły bez problemu rozmawiać o sytuacji poszczególnych klubów z ich miasta. Potrafiły płynnie wymienić nazwiska po kilku zawodników z ich zespołów.
 Tam piłka to sprawa numer jeden. Gdyby ktoś spróbował wyciąć taki numer jak przykładowo u nas degradacja Zawiszy, klubu z 350 tysięcznego miasta, z I ligi do B-klasy, to prawdopodobnie zostałby zlinczowany przy pierwszej okazji. Taki hiszpański odpowiednik prezydenta Bydgoszczy, Rafała Bruskiego, który przyłożył się do tej degradacji, podać by się musiał pod naciskiem opinii publicznej i własnej partii (w tym przypadku Platforma Obywatelska) do dymisji, albo spłonąłby mu w ciągu paru dni dom.
Gdyby do takich wydarzeń jak w Bydgoszczy, Łodzi czy wcześniej Szczecinie, Gdańsku, (gdzie kluby zaliczały degradacje związane z fuzjami czy innej maści "polityką" niedojrzałych pseudo biznesmenów), doszło powiedzmy w Cordobie cz Pampelunie to prawdopodobnie zakończyłoby się to lokalnymi powstaniami. Tam mecz ligowych jest wydarzeniem tygodnia, na który każdy czeka z wypiekami, a miasto ginie w barwach klubowych na kilka godzin przed meczem.

U nas na piękny, nowy stadion mistrzów polski przy Łazienkowskiej przychodzi w tym sezonie średnio mniej niż 15 tysięcy ludzi. W Warszawie, stolicy Polski, liczącej ~ 2 miliony ludzi.
To jest właśnie jedna z różnic pomiędzy Hiszpanią a Polską.  Oczywiście może i powinno się to  zmienić, ale dzisiaj Legia jedzie do Madrytu w roli europejskiego Kopciuszka. Być może takie międzynarodowe kontakty z elitą pobudzą nowe pokłady ambicji u właścicieli klubów, rozbudzą wyobraźnię polskich kibiców i proces wzrostu potencjału polskich klubów będzie szedł dynamicznie  w dobrą stronę, czego wszystkim życzę w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu Białymstoku, Łodzi, Szczecinie i całej reszcie kibicowskiej Polski.
Jak na ulicach więcej będzie maluchów kopiących piłkę w koszulkach  Legii niż Realu, to będzie znak , że mentalnie zbliżamy się Europy.

czytaj też:

Frekwencja w Lotto Ekstraklasie idzie na rekord.



czwartek, 21 lipca 2016

Frekwencje stadionowe 2015/2016 w Polsce, czyli dominacja Legii Warszawa. W jakim kierunku zmierzamy?

Niedawno wystartował nowy sezon piłkarskiej Lotto Ekstraklasy. To jest niezły moment na podsumowanie tego co dzieje się z frekwencją na stadionach. W jakim kierunku zmierza nasza piłka? Polska kadra na Euro 2016 pod wodzą Adama Nawałki dostała do ćwierćfinału imprezy. Czy ten sukces przełoży się to na wzrost zainteresowania futbolem w naszym kraju? Zobaczymy. Są przesłanki, że tak.

Z moich obliczeń wynika, że średnia  frekwencja w grupie 20 klubów o najwyższej frekwencji w kraju wzrosła do poziomu 8192 widzów. Oznacza to, że wspomniane 20 stadionów regularnie odwiedza ponad 160 tysięcy widzów. Analizując co roku grupę TOP20 właśnie w sezonie 2015/2016 uzyskałem najwyższą średnią w ostatnich 11 latach. W bardzo dobrym pod względem frekwencji sezonie 2011/2012 wynosiła ona 8114 widzów. To zjawisko ma niewątpliwie związek z zakończeniem budowy stadionów w Białymstoku, Zabrzu, Tychach.

Ale po kolei.

1. Legia Warszawa. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 19059 widzów.

 W sezonie 2015/2016 Legia Warszawa zdobyła mistrzowski tytuł, co przełożyło się na wzrost frekwencji na Łazienkowskiej. W ostatnim sezonie średnia wyniosła około 21209 widzów, co stanowiło przyrost w stosunku do poprzedniego sezonu prawie 29%. Legii nie udało się osiągnąć rekordowej jak na nasze krajowe warunki średniej frekwencji Lecha Poznań z sezonu 2012/2013 wynoszącej 22641 widzów. Być może obecny sezon Legii będzie jeszcze lepszy pod tym względem. Sporo zależy od tego jak Legia wypadnie w Europejskich Pucharach, bo to właśnie jest punktem odniesienia do poziomu sportowego prezentowanego przez zespół.


2. Lech Poznań. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 18708 widzów.


Lech Poznań nie udźwignął trudów występowania w Ekstraklasie, Pucharze Polski i w fazie grupowej Ligi Europy. Słabsza pozycja w lidze przełożyła się na niższą średnią frekwencję na Bułgarskiej 16761 widzów.  Ale zaczyna się kolejny sezon, wszyscy startują znowu od zera z czystym kontem. Być może poznańscy kibice w obecnym sezonie znowu wygrają ligę frekwencji.



3. Lechia Gdańsk. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 14582 widzów.

Trzecie miejsce w tym rankingu zajmuje Lechia Gdańsk. W ostatnim sezonie średnia wyniosła 12814 widzów, co stanowiło spadek w stosunku do średniej poprzedniego sezonu o prawie 23%. Biało-zieloni pod wodzą Piotra Nowaka ze swojego stadionu uczynili jednak w końcówce sezonu prawdziwą twierdzę, gdzie często aplikują przyjezdnym nawet po kilka goli. Niewątpliwie sprzyja to wzrostowi frekwencji. Gdańsk na pewno ma potencjał na publikę ze średnią frekwencją ponad 15 tysięcy. Ciekawe transfery zwiastują dalszy wzrost potencjału zespołu Lechii.

4. Wisła Kraków. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 13505 widzów.

W ostatnim sezonie Wisła osiągnęła frekwencją 12326 widzów, co było czwartym wynikiem w kraju. Warto jednak zauważyć, że Kraków w poprzednim sezonie jako jedyne polskie miasto posiadał w Ekstraklasie piłkarskiej 2 zespoły. Suma średnich Wisły i Cracovii przekroczyła 21 tysięcy i wyniosła bez mała tyle co na Łazienkowskiej w Warszawie.

5. Śląsk Wrocław. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 12404 widzów.

Śląsk w ubiegłym sezonie z mizerną jak na potencjał Wrocławia frekwencją jedynie 8711 widzów zajął dopiero 7 miejsce. W skali 5 sezonów ma jeszcze 5 lokatę, ale musi zdecydowanie poprawić średnią, żeby z TOP nie wypaść na stałe, bo konkurencja nie zaczeka. Zespół z Dolnego Śląska pod wodzą Mariusza Rumaka niewątpliwie poprawił grę, co powinno przyciągnąć więcej ludzi na trybuny. Szkoda, że w naszym kraju tak to wygląda, że frekwencja często w tak dużym stopniu zależy od wyników zespołu. Wisła Kraków, grająca w ubiegłym sezonie słabo, kończąca rozgrywki w grupie "spadkowej", utrzymała średnią na poziomie przekraczającym 12 tysięcy. We Wrocławiu spadek w stosunku do poprzedniego, też słabszego sezonu wyniósł 22%.

6. Cracovia. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 7953 widzów.

Średnia Cracovii z 5 sezonów to już zaledwie niecałe 8 tysięcy widzów. Dobre występy zespołu w poprzednim sezonie przyciągnęły na stadion średnio 8675, co jest najlepszą średnią Pasów z ostatnich lat. Szkoda, że nowy sezon Cracovia rozpoczęła od blamażu w eliminacjach Ligi Europy dwukrotnie przegrywając z bliżej nie znanym zespołem z Macedonii. Nic tak boleśnie nie weryfikuje poziomu naszej ligi, jak tak spektakularne baty we wczesnej fazie eliminacji europejskich rozgrywek. Jak budować markę naszej ligi w takich warunkach, gdy odpadamy z eliminacji grając przeciwko zespołom tak wątpliwego formatu? Cracovia wpisała się w ten sposób w długą "listę europejskiego wstydu" polskich pucharowiczów. Kiedy to się wreszcie skończy? Kiedy doczekamy się 3-4 solidnych reprezentantów w Europie? Po co walczyć przez cały rok o udział w pucharach, skoro nie potrafimy się potem przygotować do rywalizacji z zespołami ze słabszych lig?

7. Korona Kielce. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 6868 widzów.

W poprzednim sezonie Korona uzyskała średnią 6603 widzów. Średnia z 5 lat dała jej miejsce w pierwszej dziesiątce, ale w sezonie 2015/2016 był to zaledwie 11 wynik. Lepsze frekwencje uzyskały Pogoń, Ruch, Górnik czy Jagiellonia. Korona w kilku sezonach poprzedniej dekady pokazała, że stać ją na średnią w okolicach 9-10 tysięcy. Trzeba sobie przypomnieć jak wtedy przyciągano ludzi na trybuny w Kielcach. Potencjał jest.

8. Jagiellonia Białystok. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 6558 widzów.

Jagiellonia na fali wznoszącej po oddaniu do użytku większej liczby miejsc na nowym stadionie. W minionych rozgrywkach Jaga wygenerowała średnią frekwencję 10227 widzów, co było piątym wynikiem w kraju. Przykłady innych klubów pokazują, że nie jest łatwo utrzymać wysokiej średniej frekwencji gdy zakończy się efekt nowego stadionu. Jagiellonię czeka obecnie zadanie zbudowania zespołu aspirującego do walki w Europie. Polskim klubom było by łatwiej walczyć o sympatię kibiców, gdyby ich nadzieje na dumę z gry swoich klubów w Europie nie kończyły się na rundach eliminacyjnych. Jagiellonia również próbowała szczęścia w tych rozgrywkach, ale niestety liczyła, tak jak większość polskich reprezentantów w pucharach, właśnie na  szczęście, zamiast wzmacniać potencjał zespołu przed eliminacjami. Czy przy takim podejściu uda się zbudować w Polsce kilka klubów europejskiego formatu? Wszystko w rękach osób zarządzających tymi klubami.

9. Pogoń Szczecin. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 6144 widzów.

Klub z Zachodniego Pomorza stać na pewno na lepszą frekwencję (w poprzednim sezonie 6834 widzów) , ale jednym z warunków koniecznych do rozwoju klubu jest posiadanie nowoczesnego obiektu. Pogoń z pewnością osiągnie średnią frekwencję 9-10 tysięcy, gdy stadion będzie komfortowy, w pełni zadaszony.

10. Zagłębie Lubin. Średnia domowa frekwencja z 5 sezonów - 5978 widzów.

 

Zagłębie w ostatnim sezonie osiągnęło 14 frekwencję w kraju (6268 widzów). Grając jako beniaminek wywalczyło miejsce w eliminacjach Ligi Europy. Czy jest w stanie poprawić jeszcze swoją średnią frekwencję? Lubin przyciągnął prawie taką publikę jak Wrocław, miasto o kilkakrotnie większej populacji. Dobra gra Zagłębia pozwoli na pewno ustabilizować niezłą jak na warunki tego ośrodka publikę.


W minionym sezonie szóstą średnią frekwencję w kraju wygenerowała Górnik Zabrze (9335 widzów).  Kilka spotkań pokazało, że potencjał kibicowski tego klubu jest jeszcze wyższy. Ten zasłużony klub nie zdołał się utrzymać w Ekstraklasie, co nie musi wcale jednak oznaczać niskich frekwencji w Zabrzu w nadchodzącym sezonie. Warto przypomnieć, że Górnik walcząc w sezonie 2009/2010 o awans do Ekstraklasy w I lidze osiągnął frekwencję na poziomie prawie 11 tysięcy widzów. Mam przeczucie, że jest obecnie w stanie poprawić ten świetny jak na realia I ligi wynik.

Najgorzej sytuacja wygląda chyba w Bydgoszczy. Mecze Zawiszy prowadzonego przez Radosława Osucha były od 2,5 roku bojkotowane przez większość kibiców. W sezonie 2015/2016 średnia frekwencja była niższa od średniej z 5 poprzednich lat o ponad 59%. To jest największy spadek frekwencji spośród wszystkich analizowanych kilkudziesięciu polskich klubów. Jak wiemy, poważne problemy Zawiszy dopiero się zaczynają. Klub nie zdoła nawet wystartować do rozgrywek seniorów z poziomu IV ligi , gdzie występowały rezerwy Zawiszy. Prezydent miasta, Rafał Bruski usunął wszystkie zespoły Zawiszy z obiektów Zawiszy przy ul.Gdańskiej 163. Ten najbardziej zasłużony bydgoski klub rozpocznie udział w rozgrywkach seniorów prawdopodobnie od B-klasy (8 ligi) i długo nie zobaczymy go w centralnych rozgrywkach piłkarskich. Rzadko się zdarza, by prezydent miasta przyczyniał się do niszczenia znanej piłkarskiej marki ze swojego miasta. Być może ma to jakiś związek ze stosunkiem jego partii (Platformy Obywatelskiej) do kibiców piłkarskich.

Więcej o sytuacji w Zawiszy Bydgoszcz pisałem tutaj. Niech to będzie przestrogą dla innych. Uważajcie komu powierzacie władzę w Waszych miastach. Podobny właściciel klubu może się trafić wszędzie. Podobne władze miasta nie powinny trafić się nigdzie. O wsparcie dla Zawiszy apelowała niedawno Rada Miasta Bydgoszczy, organizowana była pikieta pod ratuszem. Bezskutecznie. W naszych miastach, na miejskich obiektach prezydenci mają władze absolutną. Zawisza wystartuje w 8 lidze. Do tej pory najniższym poziomem rozgrywek, na którym występował była V liga (5 poziom rozgrywek). Przebudowany kilka lat temu Stadion Zawiszy, mogący pomieścić ponad 20 tysięcy widzów będzie świecił przez wiele lat pustkami. W sezonie 2011/2102 Zawisza grając w I lidze osiągnął jedenastą średnią frekwencję w Polsce. W sezonie 2013/2014, kilka tygodni przed rozpoczęciem bojkotu spotkań mecz Zawiszy z Legią Warszawa oglądało w Bydgoszczy prawie 13 tysięcy widzów. Teraz ten nowy stadion będzie porastał mchem.

sobota, 21 maja 2016

Kiedy jak nie teraz? Legia przed eliminacjami Champions League.

Legia Mistrz. Ale czy to jest mocny mistrz?


Pytanie takie nasuwa się zawsze gdy polski zespół ma stanąć w szranki rywalizacji o fazę grupową Ligi Mistrzów. Dominacja Legii na krajowym podwórku jak wiadomo wcale nie była taka jednoznaczna, bo do ostatniej kolejki ważyły się losy rywalizacji.

W obecnym sezonie Legia Warszawa osiągnęła średni ranking (według metodologii stosowanej przez algorytm  FutbolwLiczbach.pl) na poziomie 2,21.

Ten sam algorytm w następujący sposób szacował siłę zespołów poprzednich Mistrzów Polski w ostatnich latach w następujący sposób:

  • 2012/13 - Legia Warszawa - 2,46;
  • 2013/14 - Legia Warszawa - 2,52;
  • 2014/15 - Lech Poznań - 2,12;
  • 2015/16 - Legia Warszawa - 2,21.
Ranking opiera się o punkty i bramki zdobywane w naszej Ekstraklasie. Gdyby założyć, że w tym okresie poziom całej Ekstraklasy wzrósł, to ranking Legii na poziomie 2,21 nie musiałby oznaczać spadku piłkarskiej jakości  Mistrza Polski. Wartość Ekstraklasy weryfikowana jest co roku poprzez udział i osiągnięcia zespołów polskiej Ekstraklasy w europejskich pucharach.
Warto zauważyć, że w ostatnich dwóch latach nasze kluby zaprezentowały się w europie znacznie lepiej niż w poprzedzających je sezonach 2012/2013 oraz 2013/2014.
Ostatnie 2 lata to gra naszych klubów na poziomie około 5 punktów "eurorankingu" klubowego.



źródło: 90minut.pl


Być może są to pierwsze przesłanki wzrostu siły naszej ligi. Lech Poznań, który nie radził sobie w tym sezonie najlepiej w Ekstraklasie, potrafił wygrać na wyjeździe z Fiorentiną w fazie grupowej Ligi Europy. Legia także grała w fazie grupowe tych rozgrywek. Dwa polskie zespoły w LE to jest pewien progres, który warto odnotować. Siła naszych pucharowiczów zostanie już za kilka miesięcy ponownie zweryfikowana. Czego możemy się spodziewać w nadchodzącym sezonie pucharowym?

Wieści dochodzące z obozu mistrzów są niepokojące. Powszechnie powtarzana jest opinia, że najlepszy strzelec zespołu ma zielone światło na opuszczenie klubu jeżeli wpłynie wystarczająco dobra finansowo oferta wykupu. Możemy usłyszeć opinie pełne zrozumienia, dla takich decyzji. Nikolić ma już niewiele lat na pokazanie się w lepszych ligach, itd.

Przedłużenie pobytu Artura Jędrzejczyka, który jest niezmiernie ważnym członkiem bloku obronnego Legii, jest podobno za drogie dla mistrzów polski. Być może to tylko taka forma targowania się z włodarzami FK Krasnodar. OK. Poczekajmy.

Takie opinie pokazują, że ciągle mamy mentalność biedaczków, którzy za kilka milionów sprzedadzą swojego kluczowego zawodnika. Czy takie działanie rzeczywiście opłaci się w dłuższym rozrachunku? Przecież dobra gra Legii w Europie to także pieniądze dla klubu. To główny warunek rozwoju klubu. Przy takim podejściu wiecznie będziemy tkwić w kompleksach. Od lat dziwi mnie takie podejście, bo przecież czołowe kluby z równie biednych krajów byłego bloku wschodniego jak choćby Rumunia, Ukraina czy Czechy potrafiły podnieść swoje najlepsze kluby na poziom Ligi Mistrzów i na nim regularnie funkcjonować.

A może jesteśmy całkiem atrakcyjnym krajem do grania w piłkę? Mamy nowoczesne stadiony, średnią frekwencję, która w tym sezonie przekroczyła 9 tysięcy widzów na mecz pierwszy raz od niepamiętnych czasów, świetną atmosferę na trybunach.




Potrzeba jeszcze regularnych sukcesów naszych klubów na arenie międzynarodowej, żeby jeszcze mocniej nakręcić koniunkturę na futbol. A mamy potencjał, że w przyszłości mieć naprawdę silną ligę z kilkunastoma średnio tysiącami ludzi na trybunach.

czytaj też:
Ile dzieli nas od Europy, czyli średnie frekwencje na stadionach w Polsce.

W naszym kraju żyje już pokolenie dorosłych ludzi, którzy nie widzieli na polskich boiskach piłkarskiej Ligi Mistrzów. Potrzeba zdecydowanych wzmocnień kadry Legii Warszawa, żeby można poważnie myśleć o fazie grupowej LM. Takie są fakty. Jeżeli Legia w 100-lecie istnienia klubu nie zdobędzie się na finansowy wysiłek poważnego wzmocnienia kadry przed eliminacjami LM, to kiedy?

Kiedy jak nie teraz?

środa, 11 maja 2016

Najlepsze typy na Ekstraklasę z całej wiosny. Yield 105% w 36 kolejce.

Przedostatnia kolejka Ekstraklasy została rewelacyjnie przewidziana przez algorytm FutbolwLiczbach. 6 spotkań na 8 zostało trafnie wskazanych jako najbardziej prawdopodobne. Wszystkie typy były niebanalne po po stawkach u buków nie mniejszych niż 2.


36 Ekstraklasa
1 [%]x [%]2 [%]wynikkursy
Górnik ŁecznaPodbeskidzie39,5523,0737,365 :12,4
Wisła KrakówŚląsk Wrocław44,4831,923,61 : 1

Górnik ZabrzeKorona Kielce36,2147,9515,820 : 03,4
JagielloniaTermalica50,0729,8920,030 : 1

Lechia GdanskLegia Warszawa54,1728,0917,722 : 03,3
Pogon SzczecinCracovia36,9733,6829,333 : 22,65
Ruch ChorzówPiast Gliwice29,9534,6935,340 :32,65
Zagłebie Lubin Lech Poznan60,9714,9924,023 : 02






16,4105,00%

4 spotkania grupy "mistrzowskiej" algorytm przewidział bez pudła.
Yield kolejki przy stawianiu singli wyszedł na poziomie 105%. W I lidze były lepsze wyniki typowania, ale w Ekstraklasie to rekord. Strach pomyśleć, co by się działo gdyby takie typy zestawić w zgrabny kupon i zgarnąć premie za treble ,czwórki, piątki i szóstkę ;). Mnie bardziej interesuje piłka, ale może kiedyś wypróbuję.

Piast słabo radzący sobie na wyjazdach dopiął swego i na własnym stadionie zagra o tytuł mistrzowski. Legia zgodnie z przewidywaniami nie poradziła sobie z Lechia w Gdańsku. Jak widać trener legionistów miał świadomość, że jest poważne zagrożenie takiego scenariusza. Czerczesow zadbał przede wszystkim o kartkowiczów na mecz ostatniej kolejki. Dzisiaj emocje w Warszawie są pewnie ogromne z powodu tej decyzji, ale Czerczesow ma świadomość, że będzie rozliczany z wyniku wojny, a nie pojedynczej bitwy. Ocenić będzie można tą decyzję dopiero po meczu ostatniej kolejki.


Pogoń w końcówce wyrwała jednak komplet punktów Cracovii ponownie u siebie wygrywając, co grupie mistrzowskiej szło jej w poprzednich sezonach tragicznie.

Zagłębie Lubin po wygranej z Lechem zajmie miejsce w pucharach europejskich tradycyjnie okupowane przez Kolejorza. Potencjał Zagłębia i jakość gry jest bardzo dobra wiosną. A w Poznaniu? Szykują się pewnie poważne rozmowy na temat przyszłości poszczególnych zawodników Cieszą mnie 2 bramki Macieja Dąbrowskiego, który mimo świetnej gry (głównie) wiosną pozostał nieco w cieniu w przeróżnych plebiscytach. To jest życiowa forma "Dąbrosia". Może ten gol obudzi trochę ekspertów i wieżowca z Radziejowa spotka zasłużenie większa ilość pochwał. Lech poszukuje jakości między innymi w środku obrony, a Maciej Dąbrowski wyglądał w przekroju o wiele bardziej solidnie niż obecni defensorzy Lecha. Ważne jednak, żeby Zagłębie poważnie potraktowało możliwość reprezentowania Polski w Europie i utrzymało trzon zespołu tak solidnie prezentującego się wiosną.

Maciej Dąbrowski w moim rankingu pierwszy raz pokonał w jednym sezonie barierę 4 tysięcy punktów. Trzeba pogratulować świetnego sezonu obrońcy, który przecież w poprzednim sezonie pomagał Zagłębiu w awansie do Ekstraklasy.


Maciej Dąbrowski - sezon po sezonie.



Cracovia stoczy na własnym stadionie bezpośredni pojedynek z Lechią Gdańsk o miejsce premiowane udziałem w eliminacjach Ligi Europy. Będzie pełen stadion? Pytanie retoryczne.

W Gdańsku dzisiaj ogromna radość, w Krakowie  smutek. W niedzielę może być odwrotnie. Zobaczymy. Wszystko w nogach i głowach piłkarzy. W Gdańsku bohaterami Peszko i Krasić. Ten ostatni zawodnik w końcówce sezonu ustabilizował formę na naprawdę wysokim poziomie.

Gdyby liga była jeszcze dłuższa o kilka kolejek, to można odnieść wrażenie, że o tytuł mogłyby walczyć 4 zespoły. Nie w tym roku, ale może już za rok czeka nas taki scenariusz? To byłaby multiliga :)

Ale i tak scenariusze są fantastyczne na spotkania mistrzowskie w Warszawie, Gliwicach i Krakowie. Jedynie spotkanie w Poznaniu będzie pozbawione dużej stawki.
Na dole tabeli Górnik Zabrze nie zdołał pokonać Korony i czeka go niezmiernie ciężka misja w sobotę. Musiałby wygrać na wyjeździe z Termalicą i liczyć na zwycięstwo Śląska z Górnikiem Łęczna. Dopisali na pewno kibice bo 18 tysięcy widzów na meczuo utrzymanie w Zabrzu musi budzić uznanie. Świetny przykład dla publiki z innych miast, gdzie trybuny pustoszeją w miarę obsuwania się zespołu w ligowej tabeli. Czy wygrywasz, czy nie .....


Ale frekwencja w grupie "spadkowej jest w tym sezonie po prostu rekordowa i to nie tylko za sprawą Zabrza. Wrócimy do tego w osobnym tekście.


Jeżeli jesteście ciekawi co wskazuje algorytm, który tak dobrze przewidział wyniki w 36 kolejce?

Na razie suche typy możecie znaleźć tutaj:

http://dane.futbolwliczbach.pl/typer.php

Komentarz do typów później.