środa, 13 czerwca 2018

Lech Poznań powinien mierzyć wyżej niż dobra zabawa na transferowej karuzeli.



Wydarzenia w Poznaniu skłaniają do postawienia pytania: Jaka jest rola kibiców na stadionie i w klubie? Na pewno nie są  biernymi konsumentami widowiska. 
Sponsorzy dają swoje pieniądze, miasto dokłada swoje obiekty, a grupy kibicowskie wkładają w ten projekt niematerialne wartości jak swój czas, zaangażowanie w przygotowanie opraw, wyjazdów etc.
Grupy kibicowskie są de facto nieformalnymi pracownikami klubu i oczekują realnej  rekompensaty za swój wysiłek. Ich praca wygląda inaczej niż praca etatowych pracowników spółki piłkarskiej. Nie mają umów, nie otrzymują za nią pieniędzy, ale otrzymują pozytywne emocje. Przyciągają do klubu nowe twarze, nakręcają zainteresowanie medialne, pomagają w biciu rekordów frekwencji, nadają koloryt stadionowi i budują atmosferę. To są wartości niepoliczalne w pieniądzach, ale niezmiernie istotne. Są kluby, które nie mają tak rozbudowanych i zorganizowanych grup kibicowskich i zdają sobie sprawę, że to właśnie ich brak wyznacza pewną granicę potencjału, którego nie przekroczą. 
Mogą pozazdrościć takiemu Lechowi i funkcjonować z powodzeniem w jakiś inny,skromniejszy sposób. Kibice są ważną częścią klubu i błędem jest ignorowanie tej ważnej części. 


W różny sposób oceniane są wydarzenia z ostatniego meczu sezonu w Poznaniu. Różne środowiska usiłują przedstawiać je w różnym kontekście. 

Myślę, że warto spojrzeć na te wydarzenia także z punktu widzenia kibiców Kolejorza, którzy byli rozczarowani jakością tego produktu, jaki otrzymali. Tak jak pracownik słabo wynagradzany za swoją pracę ma prawo do strajku, tak uważam, że kibice, którzy pokazali dobrą jakość w przekroju wielu sezonów i wiele dobre zrobili dla swojego klubu, mają prawo okazać swoje  niezadowolenie. 
"Dajemy z siebie maks i oczekujemy czegoś na miarę ambicji Poznania." To się trzyma kupy.

Metoda protestu zastosowana w Poznaniu mi osobiście się nie podoba. Dla mnie mecz jest rzeczą świętą i nie powinien być przerywany w takich okolicznościach. Istnieją inne metody skutecznego wyrażenia swojego zdania. Bojkot zapowiadany przez kibiców na pewno będzie wystarczająco bolesny dla zarządu klubu i wystarczająco mocno przykuje uwagę opinii publicznej do problemu, o którym mówią kibice.


Klub piłkarski z tradycjami nigdy nie będzie prywatnym folwarkiem, którym można sobie rządzić jak firmą produkującą nawóz. Klub piłkarski to jest organizm wrośnięty głęboko w tkankę miasta. Jeżeli ktoś nie potrafi uszanować tego, że taki klub będzie zawsze w centrum emocji i aktywni kibice będą zawsze mieli wobec niego jakieś oczekiwania, to nie powinien się zabierać za zarządzanie klubem. Ten projekt prędzej czy później ugrzęźnie na jakiejś minie. 


Bojkot na Legii. Klub przestał się rozwijać.


Można oczywiście powiedzieć, że kibice z ich oczekiwaniami nie są potrzebni i że mogą się wynieść ze stadionu. Można twardą ręką próbować narzucić narrację: albo się dostosujecie, albo spadajcie. Warto jednak skorzystać z wcześniejszych doświadczeń innych klubów. Taki sposób twardej narracji nie sprawdził się w Warszawie. Nawet najbogatszy klub w Polsce nie wytrzymał na dłuższą metę bojkotu. To nie brak wpływów z biletów bojkotujących kibiców a brak meczowej atmosfery okazał się najbardziej nieznośny. Brak tej atmosfery zniechęcał kolejne tysiące do przychodzenia na stadion i Legia zaczynała generalnie przygasać. Dobrze, że wznowiono dialog, bo nic dobrego by to nie przyniosło. Kibice nie są łatwym partnerem, ale zerwać ten dialog to jest samobójstwo dla klubu. Na szczęście do tego na Łazienkowskiej nie doszło. W nagrodę Warszawa skonsumowała 3 tytuły mistrzowskie i upragniony awans do Ligi Mistrzów.


Bojkot na Zawiszy. Brak dialogu = upadek.


W ostatnich dniach często podawany jest przykład Zawiszy Bydgoszcz jako przestroga przed lekceważeniem dialogu z kibicami. I słusznie. Frekwencja po ogłoszeniu bojkotu w Bydgoszczy spadała katastrofalnie, grobowa atmosfera odstraszyła wielu potencjalnych sponsorów i reklamodawców i klub po 1,5 spadł z Ekstraklasy, a po 2,5 roku był tak zadłużony, że nie uzyskał licencji na występy w I lidze. 
Przypadek Bydgoszcz jest interesujący, choć dla mnie osobiście bolesny, bo jeżdżenie na B-klasę nie jest łatwą rzeczą. Wydarzenia w Bydgoszczy tak były katastrofalne dla bydgoskiej piłki były możliwe z kilku powodów i prawdopodobnie nie będą one możliwe w Poznaniu.


  1. Ówczesny właściciel większości akcji Zawiszy - Radosław Osuch nie był mentalnie związany w żaden sposób z Bydgoszczą i nie miał żadnych oporów, żeby zniszczyć klub, wyprzedając wszystko co się dało i uciekając na bezpieczną odległość. Takie okoliczności raczej nie zachodzą w przypadku właścicieli Lecha Poznań.
  2. Władzę w mieście Bydgoszczy piastował ( i nadal niestety jeszcze to robi) prezydent Rafał Bruski, który okazał się małostkowym człowiekiem całkowicie pozbawionym wyobraźni. Podczas awantury z Osuchem i kibicami tak się obraził i zaciął, że postanowił zadbać o to, by nie było co zbierać. Co gorsza, prezydent nie potrafił wyegzekwować od Radosława Osucha zapisów gwarantujących odzyskanie przez miasto Zawiszy, gdyby poszło coś nie tak. Osuch trafił na rządy w Bydgoszczy całkowitego dyletanta, naiwniaka lub człowieka, który miał plan zniszczyć Zawiszę. Podobno prezydent sprzedał Osuchowi klub za pieniądze z miasta, bo ten zapłacił za akcje dopiero gdy dostał z miasta pieniądze na promocję. Śmiać się czy płakać? Żeby wybić ludziom z głowy ratowanie dla Zawiszy chociaż  IV ligi (na poziomie ówczesnych rezerw) prezydent Bydgoszczy uniemożliwił występy na miejskim stadionie Zawiszy zespołowi, który zaczęło na szybko organizować Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza. W przypadku władz Poznania również takie okoliczności prawdopodobnie nie zachodzą. Jakoś sobie nie wyobrażam władz Poznania, które wyrzucają Lecha do np. Pobiedzisk. W Poznaniu dba się jednak o swoje marki lepiej. Taką mam nadzieję.

Tak jak w przypadku wszystkich biznesowych relacji i negocjacji warto zadać sobie pytanie kto najwięcej stracił na degradacji Zawiszy na ósmy poziom rozgrywkowy. Kibice? Myślę, że jednak nie. Kibice potrafią docenić walkę nawet w niskich klasach rozgrywkowych. Odczuwają te same emocje gdy strzelają w A-klasie gole nastoletni wychowankowie zamiast gwiazd sprowadzanych za setki tysięcy Euro. Potrafią zrobić świetną atmosferę nawet na wyjeździe A-klasy cz B-klasy.

 

2013-09-01 Zawisza grał z Lechem w Ekstraklasie. Czy za dwa lata spotkają się w ...III lidze?

 
2013-09-01 - Lech Poznań - Zawisza Bydgoszcz  w Ekstraklasie (3:2) Rewanż w Bydgoszczy już podczas bojkotu.

 

W mojej ocenie najwięcej straciło miasto Bydgoszcz. Najwięcej do stracenia ma również Poznań. 

Pusty stadion Zawiszy to wizerunkowa klapa. Ten problem będzie ciążył prezydentowi Bydgoszczy w czasie kampanii samorządowej, bo nie ma on żadnego pomysłu jak zniwelować tą ogromną czarną dziurę na mapie sportowych miejskich emocji. Pamiętajmy, że Zawisza domowe spotkania rozgrywa w Potulicach, gościnnej wiosce pod miastem i tam świetnie się bawi razem z mieszkańcami szczęśliwymi, że coś się nareszcie ciekawego dzieje.
Bydgoszcz straciła także ogromne piłkarskie aktywa w postaci kilku całych roczników wychowanków klubu wyprzedanych przez Radosława Osucha do czysta. Bydgoszcz pozbawiona silnego organizmu klubowego oddała wszystkie te aktywa piłkarskie za grosze, nie mogąc zapewnić im możliwości piłkarskiego rozwoju. 

Pisałem o tym tutaj: Wyprowadzono ten ludzki kapitał z miasta w białych rękawiczkach....

Został Chemik Bydgoszcz grający  w IV lidze na stadionie przypominającym ruinę z PRL-u. 
Najwięcej stracili ci mniej zagorzali kibice, którzy na B-klasę czy A-klasę w dodatku na wieś się nie wybiorą. Te tysiące ludzi, którzy 3 lata wcześniej emocjonowały się grą Zawiszy w Ekstraklasie zostały z ręką w nocniku. Odbudowanie futbolu w Bydgoszczy na poziomie satysfakcjonującym tą grupę zajmie pewnie całą dekadę, chociaż dwa pierwsze awanse Zawisza ma już za sobą.

Łatwo jest krytykować sposób protestu kibiców Lecha w Poznaniu.


Kibice Zawiszy Bydgoszcz zadziałali inaczej. Nie przerywali spotkań, żadne nie zakończyło się walkowerem.  Podjęli bojkot i nie przychodzili 2.5 roku na stadion. Ale i tak byli krytykowani przez krytykantów. Kibice Zawiszy zorganizowali manifestację, która skończyła się pod ratuszem. Też źle. Część społeczeństwa traktuje kibiców jako grupę która ma ich zdaniem grzecznie upiększać widowiska oprawami i dopingiem, ale jak mają swoje odmienne zdanie, to już jest dla nich problem. Kibice są ważną częścią każdego klubu. Stanowią o jego tożsamości. Z kimś ważnym trzeba się liczyć. Należy rozmawiać, szukać kompromisu, traktować podmiotowo. Zarząd Lecha nie słuchał. To doprowadziło do eskalacji.   
Ludzie, którzy mają pieniądze często zaczynają podświadomie traktować innych jak niewolników, którzy mają swoimi rękoma realizować ich cele. Niewielkim kosztem kupują sobie przez całe lata pracę ludzi, więc przyzwyczają się do tego, że nie muszą się z nikim liczyć. Myślę, że wszyscy ludzie biznesu udzielający się w piłce mają sporą pokusę, żeby się z kibicami nie liczyć. Mają z nimi problem, bo uznania w oczach kibiców nie da się kupić za żadne pieniądze. Jeżeli ich ukochany klub cierpi z jakiegoś powodu na jakąkolwiek chorobę, to kibice nie będą się temu biernie przyglądać.  Dlatego nie jest możliwe, żeby w Poznaniu tolerowana była na dłuższą metę wizja klubu bez europejskich ambicji. Taki klub jak może przegrywać tą walkę gdy nie starcza umiejętności, ale nigdy nie może tej wizji ostentacyjnie porzucić, przyznając, że chodzi o uciułanie na kontach bankowych kilku milionów na koncie za transfery. Tej wizji nie da się w Poznaniu skutecznie uprawiać. To naprawdę widać, kiedy brakuje ambicji i komu. Kibic zawsze powie ci prawdę w oczy. A prawda w oczy kole.


Kto najbardziej zawiódł w zespole Lecha. Nie mam zamiaru tego tu roztrząsać. Zachęcam natomiast do analizy rankingu* zawodników Lecha publikowanego przez futbolwliczbach.pl Być może okaż się on potwierdzeniem własnych obserwacji uważnych kibiców.

Ranking zawodników Lecha Poznań - futbolwliczbach.pl


Bitwa o przyszłość piłkarskiego Lecha.


 Patrząc na wydarzenia w Poznaniu odnoszę wrażenie, że w tym mieście odbywa się w tej chwili ważna bitwa o przyszłość piłkarskiego Lecha. Zarząd klubu wydaje się ciągle zadowolony z siebie. Wpływy z transferów są znaczne, dzięki dobrze działającej akademii i to pewnie tłumaczy minimalizm władz Lecha. Oni są zadowoleni. Kibice oczekują czegoś więcej. Oczekują klubu z ambicjami, zdolnego do skutecznej walki w Europie. Można sprzedawać młodych wychowanków, ale trzeba zastępować ich wartościowymi , ukształtowanymi piłkarsko nabytkami, żeby zapewnić wystarczającą do walki w Europie siłę zespołu. Niestety ten element nie zatrybił. Lech w ostatnich latach nie osiągnął nic ciekawego w Lidze Europy.

 Radosław Osuch w Bydgoszczy też był zadowolony. Do czasu. Prawdopodobnie myślał, że może olać kibiców a interes dalej będzie się kręcił. Gdyby utrzymał dialog, być może  do dzisiaj robił by interesy w Bydgoszczy na kolejnych transferach. Ale się przeliczył. Lechu,  nie idź tą drogą. Inni już poszli i nie jest łatwo wrócić. Piłka potrzebuje kiboli.

W innych piłkarskich miastach też odbywa się co roku podobny proces. Tylko po cichu. Zarządy klubów w kuluarach decydują o tym czy będą realnie wzmacniały zespół przed występami w pucharach europejskich czy też pozbywają się najcenniejszych graczy próbując załatać jakoś te dziury. Piłka nożna to sport zespołowy, więc takie transfery "last minute" najczęściej kończą się blamażem polskich klubów w Europie. Klub, który ma zamiar coś w Lidze Europy osiągnąć powinien mieć gotowy trzon zespołu już w zimie. W lecie można próbować go lekko wzmocnić, ale w żadnym razie nie wolno usuwać filarów tej konstrukcji. Dlatego przeraża mnie wizja totalnej wyprzedaży w Lechu. Przecież zaledwie kilka wygranych spotkań więcej i byłby mistrzem kraju.



Lech Poznań powinien mierzyć wyżej niż transferowa karuzela.



Kluby bez wielkich piłkarskich ambicji mogą realizować sobie model spokojnego robienia pieniędzy na transferowanej młodzieży. Lech powinien mierzyć wyżej niż transferowa karuzela. Na transferowej karuzeli dobrze się bawi tylko księgowy Lecha.

W polskiej piłce potrzeba wielu klubów, które będą szkoliły, ogrywały i sprzedawały całe młode pokolenia kopaczy. To jest piękna misja. Tylko czy takim klubem powinien być Lech Poznań? 
To gdzie do cholery mają powstać kolejne kluby, która pokażą nasz kraj w Europie?
Nie dziwię się kibicom, że stracili cierpliwość. Mam nadzieję, że władze Lecha wyciszą emocje i wyciągną wnioski z popełnionych błędów, dla dobra Lecha i w sumie całej piłkarskiej polski, bo Lech ciągle jest jej drugą piłkarską siłą. Być może Jacek Rutkowski okaże się jednak mądrzejszym biznesmenem niż Radosław Osuch.

http://zawisza1946.pl/tabelazbiorcza_kraj.php


W Poznaniu wysłano sygnał, że bylejakość nie będzie tolerowana. I ten sygnał, pomijając fakt samego przerwania spotkania z Legią, uważam za wartościowy. 

Polska piłka potrzebuje więcej ambitnych projektów. Po takim przegranym sezonie trzeba się uderzyć w pierś i pracować dalej. W końcu Lech będzie grał w Eliminacjach LE ,a to do czegoś zobowiązuje. Czy na pewno dobrym pomysłem jest totalna demolka 3-go zespołu w kraju? 

Lecha szkoda tym bardziej, że wygrał w tym roku ligę frekwencji stadionowych przed Górnikiem i Legią: 
Liga frekwencji stadionowych 2017/2018
Kibice w Poznaniu naprawdę mają być z czego dumni.


* Sposób obliczania punktów do rankingu:

  • Punkty za każdy mecz naliczane sa proporcjonalnie do ilości minut spędzonych przez zawodnika na boisku.
  • W przypadku zwycięstwa drużyny liczba minut z tego spotkania mnożona jest razy 3, w przypadku porażki mnożona jest razy 0,3.
  • Punkty dzielone są także przez wskaźnik poziomu rozgrywkowego. Nowa I liga wskaźnik 2, nowa II liga - 4, nowa III liga - 6
  • Dodatkowo punktowane są bramki zdobyte przez zawodnika.
  • Liczba bramek mnożona jest przez 100 i dzielona przez wskaźnik poziomu rozgrywkowego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza